Po rozpaczliwych apelach przyrodników i rybaków Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej sięga do kieszeni i sfinansuje szersze badania akwenu. W wodzie nikt dokładnie nie bada metali ciężkich. Obawy o to, że do małego morza mogą wpływać substancje będące realnym zagrożeniem dla ryb są uzasadnione.

Minister Marek Gróbarczyk często gości w powiecie puckim. Ostatnio pojawił się na uroczystościach zaślubinowych. Wcześniej spotykał się z ludźmi morza, by dyskutować o zmieniającym się prawie połowowym i coraz gorszej kondycji polskiego rybołówstwa. Podczas dyskusji w Jastarni środowisko rybackie m.in. przedstawiło swoje stanowisko dotyczące druzgocącego stanu Zatoki Puckiej.

Polityk obiecał, że zajmie się sprawą.

Pod koniec zeszłego roku zlecił Morskiemu Instytutowi Rybackiemu w Gdyni przeprowadzenie analizy monitoringu zatoki w kontekście uwarunkowań środowiskowych, zasobów ryb i innych presji stanowiących potencjalne zagrożenie dla funkcjonowania rybołówstwa przybrzeżnego. Obawy o to, że do małego morza mogą wpływać substancje będące realnym zagrożeniem dla ryb są uzasadnione. Według naukowców z gdyńskiego MIR, brakuje szczegółowych badań dotyczących m.in. metali ciężkich.

Grunt pod blokiem przejmiesz bez wizyty u notariusza. Kliknij, a dowiesz się kto, jak, kiedy, za ile zamieni użytkowanie wieczyste na własność. Ponadto podstawa prawna - pełny tekst projektu ustawy

- W naszej opinii Państwowy Monitoring Środowiska to zbyt mało. Nie uwzględnia np. zmian przestrzennych zasiedlenia dna organizmami bentosowymi, zawartości zanieczyszczeń w osadach dennych czy stresu środowiskowego wykazywanego przez organizmy morskie - podaje prof. Iwona Psuty, zastępca dyrektora ds. naukowych MIR. Jednym ze znaków zapytania jest to, co do zatoki wrzuca PGNiG. Solanka, a dokładniej pokawernowa płukanka może dostarczać do akwenu nieznaną wielkość ładunku rtęci, ołowiu i kadmu - alarmowali naukowcy z gdyńskiego Instytutu na spotkaniu w Pucku. Jaka jest tego skala? Trudno powiedzieć, bo nikt nie jest w stanie tego oszacować.

Metodyka monitoringu obrana przez inwestora nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak bardzo działania na zatoce mają wpływ na jej ekosystem. Potrzebna jest szersza współpraca badawcza między podmiotami a państwem - dodają ekolodzy. I nie chodzi tu tylko o PGNiG, ale też Oczyszczalnię Ścieków Dębogórze.

Zdaniem Wojciecha Robakiewicza, który z kosakowskim projektem jest praktycznie od początku, na całość trzeba spojrzeć z szerszej perspektyw. Bo metale ciężkie mogą mieć m.in. związek z portem w Gdyni. Podczas jego pogłębiania związki zalegające na dnie mieszają się z wodą Zatoki Puckiej. Według eksperta powodu złej kondycji ryb wciąż należy szukać pamiętając o uwarunkowaniach przyrodniczych. Inaczej sprawę widzą przedstawiciele Naszej Ziemi.

Kosakowianie postanowili nie czekać na kolejne ekspertyzy i sami przeprowadzili niezależne badania wody. Próbki rozesłano m.in. do zagranicznych laboratoriów. To nie koniec. Przedstawiciele NZ chcą osobiście złożyć wizytę w parlamencie. - Te niepokojące sygnały muszą dawać do myślenia organom państwowym - tłumaczy Marcin Buchna. A minister ogłosił przetarg na przeprowadzenie kolejnego monitoringu za „Pucyfiku”.

Tysiące firm będą miały kłopoty ze skarbówką. Informacje JPK_VAT pozwoliły fiskusowi wykryć ponad 85 tys. podejrzanych faktur. Jakie są tego konsekwencje?, kliknij a się dowiesz